niedziela, 18 grudnia 2016

Lwów


Miasto położone malowniczo na granicy Roztocza i Podola.

Można  się nim zauroczyć i stracić dla niego głowę.
 Kilka lat temu przyjechałam tu pierwszy raz i tak już zostało. 
Jedynym minusem podróżowania w kierunku wschodnim jest granica i gdyby nie to myślę, że Lwów byłby weekendowym kierunkiem spędzania czasu wielu Polaków.
Samo przekroczenie granicy z Ukrainą trwa od kilku do kilkunastu godzin i zniechęca tych dla których to nie tylko wschodni tani alkohol, ale przede wszystkim coś więcej co zotaje w sercu.
Dla mnie Lwów to połączenie Krakowa i Lublina- mieszanka kultur, symbioza tych którzy tam żyją. Urokliwe uliczki, malownicze zaułki i wszem obecne kościoły.



Można chodzić, patrzeć i ciągle  mieć mało.
Odwiedzenie cmentarza Łyczakowskiego to zawsze dla mnie ogromne przeżycie i za każdym razem coś innego mnie wzrusza. Tu obok grobu Marii Konopnickiej i Gabrieli Zapolskiej znajduje się grób Władysława Bełzy autora wiersza na którym wychowały się pokolenia Polaków- Kto ty jesteś? Polak mały.



 Cmentarz Łyczakowski skrywa w cieniu swych drzew wielu Polaków którzy znaleźli tu spoczynek.

Nie można w tym miejscu nie wspomnieć o Cmentarzu Orląt Lwowskich- to miejsce pochówku młodych obrońców Lwowa z lat 1918-1920 i kawał historii polsko-ukraińskiej.

Lwów to miejsce gdzie na każdym kroku słychać język polski, nie tylko za sprawą odwiedzających, ale za sprawą mieszkających w nim ludzi.



Jedno z moich ulubionych miejsc to targ spożywczy: ormiański chleb, różnorodność serów, oleje, słonina pod różnymi postaciami, produkty lecznicze i kosmetyczne oraz moja ulubiona zielona herbata z mango.
Opera, katedra Ormiańska, katedra św.Jura, kościół Dominikanów, kościół św.Marii Magdaleny to moje perełki Lwowa.



Jest też miejsce pełne rozkoszy dla podniebienia: Fabryka Czekolady. Lwów o smaku czekolady gdzie można smakowo zatracić się kiedy za oknem smętnie i ponuro.

To tylko mały wycinek Lwowa widzianego moimi oczami.