wtorek, 27 lutego 2018

Co z tą wiosną?



Chęć wiosny czuje wszystkimi częściami ciała. Zrzucenie czapek, szalików, kurtek na rzecz lekkich butów i narzuconych niedbale przed wyjściem bluz to jest to za czym ostatnio bardzo tęsknię. Nie wiem czy może to przesilenie zimowe czy coś innego, ale wszędzie bacznie szukam pierwszych znaków wiosny.



 Znęcona pięknymi pąkami żonkili pomyślałam, że może one wniosą powiew i świeżość. I nie rozczarowałam się- w domu dały namiastkę zmiany pory roku, ale po nocy za oknem przynosiły kolejne opady śniegu, mróz i brak chęci wystawienia nosa za drzwi. 

Patrzę na nie i tak sobie myślę: wiosno, wiosno chodź tu do nas bo zima zdecydowanie za bardzo się szarogęsi. Odziana w gruby szalik, czapkę i buty mimo mrozu poszłam szukać tego za czym tak bardzo tęsknię…
I mamy -15 :(

niedziela, 25 lutego 2018

Sen o dolinie

Codziennie biegniemy, mijamy wiele miejsc, nie zwracamy uwali na to co nas otacza.
Blok w Świdniku mijałam kilkanaście razy z życiu. Pędziłam obok z telefonem przy uchu, z kapturem na głowie bo akurat wiało, albo z głową pełną myśli niepoukładanych.
Dziś słońce błysnęło, dziś oko moje zerknęło troszkę wyżej i jest nietypowa tablica, a możne właśnie typowa by upamiętnić jego: Andrzeja Ziółkowskiego -gitarzystę Budki Suflera.
Z Budka Suflera nagrał 1975 roku Cień wielkiej góry.
Był wspaniałym gitarzystą nierozerwalnie związanym z początkami istnienia zespołu. 
Wróciłam do domu i włączyłam ,,Sen o dolinie"- to cząstka pana Andrzeja. Choć już nigdy nie zagra na gitarze, zawsze słysząc ten utwór będę o nim myślała.

Podnieś czasem głowę, ,,na codziennych rzeczy las", zerknij na to co jest wokół nas, a ręczę, że otacza nas mnóstwo dolin obok których mija czas...

piątek, 23 lutego 2018

Piąteczek...



 Jak wszystkim wiadomo piątek to przedsionek weekendu, a piątek po 12 to już weekend.
Żeby dotrwać do 12 musimy przetrwać poranek.

Wstałam pełna energii, że już tyko kilka godzin i weekend:)
Śniadanie zjedzone, bo jak wszyscy wiemy: po pierwsze to najważniejszy posiłek w ciągu dnia, po drugie Polak głodny - Polak zły!
Z wielkim zapałem zgarnęłam laptopa, telefon, torbę, torebkę i z rozwiana grzywą popędziłam do auta.
Mój niezawodny Nissan...
...aućććć...


Szybki rachunek sumienie:
Czy ja tak wczoraj przyjechałam?
Czy ja mam koło zapasowe? Czy tylko zestaw naprawczy?
Gdzie jest właściwie najbliższa wulkanizacja?
I dlaczego Gelo zawsze wyjeżdża w Polskę jak coś się dzieje?

Podsumowanie za i przeciw i na ratunek pędzi Tomasz- dziecko od zadań specjalnych, mój domowy assistance.

Pod czujnym okiem matki zaczyna ogarniać poranny problem, oczywiście matka w tej sytuacji jest zwarta i gotować pomagać ile tylko się da...
Synu, a mamy koło zapasowe?
A gdzie są jakieś klucze?
Dasz radę sam?
Co ci pomóc?
Jakbyś miał porządek w kluczach  to od razu znalazłbyś 19
I w tej chwili Tomasz już nie dał rady:
Mamo bierz Peugeota i jedz, przecież bardzo się spieszyłaś... a ja tu ogarnę to koło.

I tak oto mamy weekend:)