piątek, 3 sierpnia 2018

Eger

Dawno, dawno temu kiedy Dzieci były jeszcze całkiem małe, ktoś z naszych znajomych polecił nam Eger.

Pierwsze spotkanie z tym miasteczkiem i wiedzieliśmy, że będziemy tu częstymi gośćmi. Przez wiele lat jeździliśmy co roku z dziećmi, z biegiem lat uczestnicy wyjazdów nabrali większej dojrzałości. I tak od kilku lat przeważnie dwa razy w roku jesteśmy tu żeby smakować doskonałe wino w winnicach i moczyć się w leczniczych wodach basenu.


Miasto jest szalenie urokliwe: minaret, małe uliczki, urocze knajpki, wspaniały park, a nad wszystkim czuwa na wzgórzu zamczysko. Wieczorami można spacerować po mieście, na rynku wypić wspaniałe wino, czasem w parku można trafić na przedstawienie teatralne -nielada wyzwanie szczególnie jeśli nikt z towarzystwa nie zna węgierskiego:). Wychodząc z parku prosto na lodziarnię ciężko oprzeć się pokusie spróbowania nowego smaku lodów serwowanych w tym samym miejscu od wielu lat.
To tylko kilka atrakcji które ma do zaoferowania Eger.

Dla tych którzy mogą z racji wieku spożywać oprócz lodów wino- gorąco polecamy Dolinę Pięknej Pani. Miejsce w którym każdy smakosz wina poczuję się jak w raju. Malownicza dolina z wieloma winiarniami ma do zaoferowania ogromny wachlarz win.

Smakując wina niejeden turysta stracił w tym miejscu głowę:)
Czego i Sobie i Wam życzę.

niedziela, 10 czerwca 2018

Niedziela

Niedziela...
Śpię...
W oddali majaczy mmyy mmy czyli znak, że Psica już nie śpi.
JA śpię dalej, choć coraz bardziej słyszę mmyy. Jest szans, że może za chwilę przestanie. Wewnętrzny głos mówi, że tylko ja mogę ją dziś wyprowadzić na dwór. Zerkam ukradkiem na zegar- 6:20 jak na niedzielę środek nocy.
No może jednak wydawało mi się.???może zaśnie???
A zaraz potem rozsądek bierze górę i wstaję. Whisky na mój widok radośnie biegnie do drzwi, ja znacznie mniej radośnie reaguje na jej widok o tej porze.
Jedyne co mi do głowy przychodzi to jak najszybciej wrócić do łóżka.
Pierwsza myśl: o tej porze w niedzielę nikogo pod blokiem nie będzie! Idę w koszuli nocnej!

 Whisky załatwia swoje potrzeby, a ja w półśnie chce wrócić do domu. Nagle zza drzewa wychodzi sąsiad i z uśmiechem: Dzień dobry? Spać pani nie może?
-Ano nie mogę :)

sobota, 9 czerwca 2018

Blondynka w aucie

Czerwiec 2018
Żar się leje z nieba, termometr nieubłaganie wskazuje 29,5 stopni.

Będąc na wakacjach z pewnością przyjęłabym taka pogodę jako nagroda po ciężkiej pracy, jednak będąc w pracy przyjmuje to jako karę.
Dzień typowo samochodowy, jedno spotkanie goni drugie, a w oddali majaczy już kolejne.
Strój biurowy: spódnica, bluzka (dobrze, że to korpo nie wymaga rajstop i butów zakrytych).
Wsiadam do auta przed mną 50 km i... klima nie działa!
Cóż przecież można otworzyć okno!
Przed laty nikt nie miał klimy i można było żyć?
Ano można.
Jadę,wmawiając sobie, że jak wysiądę spódnica nie będzie przyklejona do mojego zadka, a bluzka nie będzie się kleić tam gdzie nie trzeba.
Cały czas włączam, przełączam, szereg guzików które mam nadzieję, że sprawią przyjemny chłód w moim wozie...
Jednak moje odczucia są zupełnie inne: czuje, że pewna część mojego ciała jest gorąca, że chyba ostatni raz taka była siedząc na piecu u Babci.
Walczę nadal z guzikami, pokrętłami i wszystkimi gałkami w zasięgu ręki.
I... ku mojemu zdziwieniu widzę  wesoło migoczący przycisk, który moi Panowie pokazywali mi kilka dni wcześnie chwaląc jego przydatność jak na dworze będzie zimno, a nawet bardzo zimno.

W głowie szukam czemu służy i czym prędzej wyłączam funkcję podgrzewania. W chwili gdy, okolice siedzenia robią się chłodniejsze moja radość jest tak ogromna, że właściwie zapominam o tym jaka jest temperatura w aucie i że jeszcze chwilę temu miałam gorętszą atmosferę. Jadę nie bacząc na brak klimy, z otwartym oknem mijam kolejne kilometry, nawet pojawia się uśmiech na mojej twarzy bo wszak jest znacznie chłodniej niż chwilę temu :)
Dojeżdżam, wysiadam i w głębi cieszę się, że mogło być przecież gorzej!

Moja szklanka jest do połowy pełna :)



TEATR ŻYCIA


TEATR ŻYCIA
Ojciec i Syn

MĘSKIE ROZMOWY
Kraków, WIOSNA 2018


Ojciec- Krzysztof (wiek przemilczymy)
Syn- Tymon (2,5 roku)

Miejsce przedstawienia: Kraków, wiosenny spacer Ojca z Synem.

Scenografia: jedno z osiedli Krakowa, pełne bloków, ulic, drzew, w oddali migocze plac zabaw.
Kostiumy:
Syn- krótkie spodenki, podkoszulka, czapka (strój wybrała Mama).
Ojciec- krótkie spodenki, podkoszulka, czapka (strój wybrał sam).
Rekwizyty: rowerek biegowy.


Codzienny popołudniowy spacer. Panowie zbliżają się do przejścia dla pieszych. Młodszy aktor jedzie na rowerze biegowym.


Syn: Coś jedzie!

Ojciec: Możesz iść, nic nie jedzie.
Syn: Oczywiście że JEDZIE!

wtorek, 15 maja 2018

Smak tamtych czasów




Lubelszczyzna, koniec lat 70 początek 80.
Na wschodzie województwa, na pagórku gdzie malowniczo położona jest wieś Pilaszkowice, wakacje spędzają szczęśliwe Dzieci.
Bez nieustannej kontroli dorosłych, bez sprawdzania co robiły w ciągu dnia, bez organizowania im wolnego czasu spędzają wakacje...

Godzinami siedzą na drzewie i jedzą niedojrzałe dzikie czereśnie, a raczej trześnie, z nogami całymi w bąblach walczą z pokrzywami które stoją na straży krzaków agrestu, jedzą młodą cebulę lekko wyczyszczoną z ziemi z czerstwym chlebem, w ogromniej tajemnicy wykradają babciny cukier waniliowy – przysmak nad przysmaki.



Całymi dniami chodzą po polnych drogach gdzie słońce wypaliło ziemię na taki pył, że wystarczy lekko szurnąć nogą i unoszą się tabuny kurzu (Dzieci z nie unoszą lekko nóg, Dzieci szurają tak, że nie widza się wzajemnie).

Czasem dla rozrywki Babcia pozwala zaprowadzić im krowę na pastwisko- są dumne, że Babcia dała im takie odpowiedzialne zadanie do wykonania…

Czasem gdy jest deszcz siedzą cały dzień na podjeździe gdzie stoi Dziadka wóz, na którym bawią się w Pancernych, czasem poplączą Dziadkowi ,,niechcący” uprzęż dla konia…

Jedzą same rarytasy: zakruszkę, zaskwarzankę, chleb ze śmietana i cukrem, pierogi, placki na blasze, placki z dziurą, jak są bardzo grzeczne Babcia robi im z cukru lizaki.

Wieczorami siedzą na ławeczce przed domem i razem z Babcia wśród zapachu lipy na bardzo starym różańcu modlą się do Świętej Panienki.

Lubelszczyzna, 2018 te same dzieci wyrosły na szczęśliwych dorosłych.
W sercu mają tamte chwile, przed oczami obraz Babci w ustach smak tamtych czasów…

sobota, 5 maja 2018

Lublin_Latarnia Pamięci


Jadąc ulicą Podwale w kierunku Placu Zamkowego na swojej drodze napotykamy ,,Latarnię Pamięci” która świeci nieprzerwanie od 2004. 


To oryginalna przedwojenna lampa i znak pamięci o żydowskiej przeszłości Lublina.
 Niegdyś ponad połowa mieszkańców Lublina była wyznania mojżeszowego. To oni tworzyli elitę żydowską. Budowali synagogi, szkoły, zakładali teatry amatorskie, drukarnie, biblioteki oraz liczne zakłady produkcyjne. W 1930 roku otworzyli w Lublinie najbardziej prestiżową szkołę rabinacką na świecie Jeszywas Chachmej Lublin.
Druga woja światowa i wkroczenie wojsk niemieckich rozpoczęła masowe prześladowania ludności żydowskiej. W 1941roku Niemcy na Podzamczu utworzyli getto gdzie więzili ponad 34 tysięcy Żydów. Cześć z nich zginęła w obozach zagłady, nielicznym udało się uciec i przetrwać ten trudny wojenny czas. Uciekając szukali dla siebie nowego miejsca gdzie mogą spokojnie żyć.
Chodząc dziś ulicami naszego miasta w wielu miejscach są namacalne ślady pamięci tamtych czasów i ludzi.
Nie możemy o tym zapomnieć, to część historii naszego miasta i nas samych.
,,Latarnia pamięci” jest hołdem pamięci dla Tych Wszystkich dla których Lublin przed laty był Ojczyzną.

Latarnia Pamięci, Lublin ul. Podwale 15


piątek, 4 maja 2018

Podróż Dziewczyny Spukanej


Na ,,Dziewczynę Spłukaną” natknęłam się zupełnie przypadkiem na FB. Było to po moim powrocie z Indii- wtedy gdy Karolina właśnie tam była.
Zachłannie ,,podglądałam” Indie jej oczami, widziałam te same miejsca jednak w zupełnie innym ujęciu.
Przez ten czas bez komentowania byłam stałą uczestniczką jej życiowej podróży…
Kiedy dowiedziałam się o książce która powstaje od razu wiedziałam, że musze ją mieć!
Zamówiłam, kupiłam i zapomniałam…

Przyszła zupełnie nieoczekiwanie.
Zerknęłam tylko na początek, bo nie miałam czasu jej czytać i… przeczytałam całą.
Takich emocji nie dostarczyła mi dawno żadna książka: płakałam kiedy Karolina traciła ciążę, złościłam się kiedy było ciężko i źle, szłam z nią przez Camino i ze łzami szczęścia patrzę jak rośnie jej Mila.
Nie chcę streszczać książki- po prostu polecam ją tym, którzy chcą spojrzeć w głąb Siebie.
Mój Szlak Świętego Jakuba jest jeszcze przede mną.
Każdy z nas ma gdzieś swoje Camino, niekoniecznie musi być w Hiszpanii, ważne by dążyć, aby je przejść głębią siebie.