Dawno, dawno temu kiedy Dzieci były jeszcze całkiem małe, ktoś z naszych znajomych polecił nam Eger.
Pierwsze spotkanie z tym miasteczkiem i wiedzieliśmy, że będziemy tu częstymi gośćmi. Przez wiele lat jeździliśmy co roku z dziećmi, z biegiem lat uczestnicy wyjazdów nabrali większej dojrzałości. I tak od kilku lat przeważnie dwa razy w roku jesteśmy tu żeby smakować doskonałe wino w winnicach i moczyć się w leczniczych wodach basenu.
Miasto jest szalenie urokliwe: minaret, małe uliczki, urocze knajpki, wspaniały park, a nad wszystkim czuwa na wzgórzu zamczysko. Wieczorami można spacerować po mieście, na rynku wypić wspaniałe wino, czasem w parku można trafić na przedstawienie teatralne -nielada wyzwanie szczególnie jeśli nikt z towarzystwa nie zna węgierskiego:). Wychodząc z parku prosto na lodziarnię ciężko oprzeć się pokusie spróbowania nowego smaku lodów serwowanych w tym samym miejscu od wielu lat.
To tylko kilka atrakcji które ma do zaoferowania Eger.
Dla tych którzy mogą z racji wieku spożywać oprócz lodów wino- gorąco polecamy Dolinę Pięknej Pani. Miejsce w którym każdy smakosz wina poczuję się jak w raju. Malownicza dolina z wieloma winiarniami ma do zaoferowania ogromny wachlarz win.
Smakując wina niejeden turysta stracił w tym miejscu głowę:)
Czego i Sobie i Wam życzę.
piątek, 3 sierpnia 2018
niedziela, 10 czerwca 2018
Niedziela
Niedziela...
Śpię...
W oddali majaczy mmyy mmy czyli znak, że Psica już nie śpi.
JA śpię dalej, choć coraz bardziej słyszę mmyy. Jest szans, że może za chwilę przestanie. Wewnętrzny głos mówi, że tylko ja mogę ją dziś wyprowadzić na dwór. Zerkam ukradkiem na zegar- 6:20 jak na niedzielę środek nocy.
No może jednak wydawało mi się.???może zaśnie???
A zaraz potem rozsądek bierze górę i wstaję. Whisky na mój widok radośnie biegnie do drzwi, ja znacznie mniej radośnie reaguje na jej widok o tej porze.
Jedyne co mi do głowy przychodzi to jak najszybciej wrócić do łóżka.
Pierwsza myśl: o tej porze w niedzielę nikogo pod blokiem nie będzie! Idę w koszuli nocnej!
Whisky załatwia swoje potrzeby, a ja w półśnie chce wrócić do domu. Nagle zza drzewa wychodzi sąsiad i z uśmiechem: Dzień dobry? Spać pani nie może?
-Ano nie mogę :)
Śpię...
W oddali majaczy mmyy mmy czyli znak, że Psica już nie śpi.
JA śpię dalej, choć coraz bardziej słyszę mmyy. Jest szans, że może za chwilę przestanie. Wewnętrzny głos mówi, że tylko ja mogę ją dziś wyprowadzić na dwór. Zerkam ukradkiem na zegar- 6:20 jak na niedzielę środek nocy.
No może jednak wydawało mi się.???może zaśnie???
A zaraz potem rozsądek bierze górę i wstaję. Whisky na mój widok radośnie biegnie do drzwi, ja znacznie mniej radośnie reaguje na jej widok o tej porze.
Jedyne co mi do głowy przychodzi to jak najszybciej wrócić do łóżka.
Pierwsza myśl: o tej porze w niedzielę nikogo pod blokiem nie będzie! Idę w koszuli nocnej!
Whisky załatwia swoje potrzeby, a ja w półśnie chce wrócić do domu. Nagle zza drzewa wychodzi sąsiad i z uśmiechem: Dzień dobry? Spać pani nie może?
-Ano nie mogę :)
sobota, 9 czerwca 2018
Blondynka w aucie
Czerwiec 2018
Żar się leje z nieba, termometr nieubłaganie wskazuje 29,5 stopni.
Będąc na wakacjach z pewnością przyjęłabym taka pogodę jako nagroda po ciężkiej pracy, jednak będąc w pracy przyjmuje to jako karę.
Dzień typowo samochodowy, jedno spotkanie goni drugie, a w oddali majaczy już kolejne.
Strój biurowy: spódnica, bluzka (dobrze, że to korpo nie wymaga rajstop i butów zakrytych).
Wsiadam do auta przed mną 50 km i... klima nie działa!
Cóż przecież można otworzyć okno!
Przed laty nikt nie miał klimy i można było żyć?
Ano można.
Jadę,wmawiając sobie, że jak wysiądę spódnica nie będzie przyklejona do mojego zadka, a bluzka nie będzie się kleić tam gdzie nie trzeba.
Cały czas włączam, przełączam, szereg guzików które mam nadzieję, że sprawią przyjemny chłód w moim wozie...
Jednak moje odczucia są zupełnie inne: czuje, że pewna część mojego ciała jest gorąca, że chyba ostatni raz taka była siedząc na piecu u Babci.
Walczę nadal z guzikami, pokrętłami i wszystkimi gałkami w zasięgu ręki.
I... ku mojemu zdziwieniu widzę wesoło migoczący przycisk, który moi Panowie pokazywali mi kilka dni wcześnie chwaląc jego przydatność jak na dworze będzie zimno, a nawet bardzo zimno.
W głowie szukam czemu służy i czym prędzej wyłączam funkcję podgrzewania. W chwili gdy, okolice siedzenia robią się chłodniejsze moja radość jest tak ogromna, że właściwie zapominam o tym jaka jest temperatura w aucie i że jeszcze chwilę temu miałam gorętszą atmosferę. Jadę nie bacząc na brak klimy, z otwartym oknem mijam kolejne kilometry, nawet pojawia się uśmiech na mojej twarzy bo wszak jest znacznie chłodniej niż chwilę temu :)
Żar się leje z nieba, termometr nieubłaganie wskazuje 29,5 stopni.
Będąc na wakacjach z pewnością przyjęłabym taka pogodę jako nagroda po ciężkiej pracy, jednak będąc w pracy przyjmuje to jako karę.
Dzień typowo samochodowy, jedno spotkanie goni drugie, a w oddali majaczy już kolejne.
Strój biurowy: spódnica, bluzka (dobrze, że to korpo nie wymaga rajstop i butów zakrytych).
Wsiadam do auta przed mną 50 km i... klima nie działa!
Cóż przecież można otworzyć okno!
Przed laty nikt nie miał klimy i można było żyć?
Ano można.
Jadę,wmawiając sobie, że jak wysiądę spódnica nie będzie przyklejona do mojego zadka, a bluzka nie będzie się kleić tam gdzie nie trzeba.
Cały czas włączam, przełączam, szereg guzików które mam nadzieję, że sprawią przyjemny chłód w moim wozie...
Jednak moje odczucia są zupełnie inne: czuje, że pewna część mojego ciała jest gorąca, że chyba ostatni raz taka była siedząc na piecu u Babci.
Walczę nadal z guzikami, pokrętłami i wszystkimi gałkami w zasięgu ręki.
I... ku mojemu zdziwieniu widzę wesoło migoczący przycisk, który moi Panowie pokazywali mi kilka dni wcześnie chwaląc jego przydatność jak na dworze będzie zimno, a nawet bardzo zimno.
W głowie szukam czemu służy i czym prędzej wyłączam funkcję podgrzewania. W chwili gdy, okolice siedzenia robią się chłodniejsze moja radość jest tak ogromna, że właściwie zapominam o tym jaka jest temperatura w aucie i że jeszcze chwilę temu miałam gorętszą atmosferę. Jadę nie bacząc na brak klimy, z otwartym oknem mijam kolejne kilometry, nawet pojawia się uśmiech na mojej twarzy bo wszak jest znacznie chłodniej niż chwilę temu :)
Dojeżdżam, wysiadam i w głębi cieszę się, że mogło być przecież gorzej!
Moja szklanka jest do połowy pełna :)
TEATR ŻYCIA
TEATR ŻYCIA
Ojciec i Syn
MĘSKIE ROZMOWY
Kraków, WIOSNA 2018
Ojciec- Krzysztof (wiek przemilczymy)
Syn- Tymon (2,5 roku)
Miejsce przedstawienia: Kraków, wiosenny spacer Ojca z Synem.
Scenografia: jedno z osiedli Krakowa, pełne bloków, ulic, drzew, w oddali migocze plac zabaw.
Kostiumy:
Syn- krótkie spodenki, podkoszulka, czapka (strój wybrała Mama).
Ojciec- krótkie spodenki, podkoszulka, czapka (strój wybrał sam).
Rekwizyty: rowerek biegowy.
Codzienny popołudniowy spacer. Panowie zbliżają się do przejścia dla pieszych. Młodszy aktor jedzie na rowerze biegowym.
Syn: Coś jedzie!
Ojciec: Możesz iść, nic nie jedzie.
Syn: Oczywiście że JEDZIE!
wtorek, 15 maja 2018
Smak tamtych czasów
Lubelszczyzna, koniec lat 70 początek 80.
Na wschodzie województwa, na pagórku gdzie malowniczo położona jest wieś Pilaszkowice, wakacje spędzają szczęśliwe Dzieci.
Na wschodzie województwa, na pagórku gdzie malowniczo położona jest wieś Pilaszkowice, wakacje spędzają szczęśliwe Dzieci.
Bez nieustannej kontroli dorosłych, bez sprawdzania co
robiły w ciągu dnia, bez organizowania im wolnego czasu spędzają wakacje...
Godzinami siedzą na drzewie i jedzą niedojrzałe dzikie czereśnie, a raczej trześnie, z nogami całymi w bąblach walczą z pokrzywami które stoją na straży krzaków agrestu, jedzą młodą cebulę lekko wyczyszczoną z ziemi z czerstwym chlebem, w ogromniej tajemnicy wykradają babciny cukier waniliowy – przysmak nad przysmaki.
Godzinami siedzą na drzewie i jedzą niedojrzałe dzikie czereśnie, a raczej trześnie, z nogami całymi w bąblach walczą z pokrzywami które stoją na straży krzaków agrestu, jedzą młodą cebulę lekko wyczyszczoną z ziemi z czerstwym chlebem, w ogromniej tajemnicy wykradają babciny cukier waniliowy – przysmak nad przysmaki.
Całymi dniami chodzą po polnych drogach gdzie słońce
wypaliło ziemię na taki pył, że wystarczy lekko szurnąć nogą i unoszą się
tabuny kurzu (Dzieci z nie unoszą lekko nóg, Dzieci szurają tak, że nie widza
się wzajemnie).
Czasem dla rozrywki Babcia pozwala zaprowadzić im krowę na pastwisko- są dumne, że Babcia dała im takie odpowiedzialne zadanie do wykonania…
Czasem gdy jest deszcz siedzą cały dzień na podjeździe gdzie
stoi Dziadka wóz, na którym bawią się w Pancernych, czasem poplączą Dziadkowi
,,niechcący” uprzęż dla konia…
Jedzą same rarytasy: zakruszkę, zaskwarzankę, chleb ze
śmietana i cukrem, pierogi, placki na blasze, placki z dziurą, jak są bardzo
grzeczne Babcia robi im z cukru lizaki.
Wieczorami siedzą na ławeczce przed domem i razem z Babcia
wśród zapachu lipy na bardzo starym różańcu modlą się do Świętej Panienki.
Lubelszczyzna, 2018 te same dzieci wyrosły na szczęśliwych dorosłych.
W sercu mają tamte chwile, przed oczami obraz Babci w ustach smak tamtych czasów…
W sercu mają tamte chwile, przed oczami obraz Babci w ustach smak tamtych czasów…
sobota, 5 maja 2018
Lublin_Latarnia Pamięci
Jadąc ulicą Podwale w kierunku Placu Zamkowego na
swojej drodze napotykamy ,,Latarnię Pamięci” która świeci nieprzerwanie od
2004.
To oryginalna przedwojenna lampa i znak pamięci o żydowskiej przeszłości
Lublina.
Niegdyś ponad
połowa mieszkańców Lublina była wyznania mojżeszowego. To oni tworzyli elitę
żydowską. Budowali synagogi, szkoły, zakładali teatry amatorskie, drukarnie,
biblioteki oraz liczne zakłady produkcyjne. W 1930 roku otworzyli w Lublinie
najbardziej prestiżową szkołę rabinacką na świecie Jeszywas Chachmej Lublin.
Druga woja światowa i wkroczenie wojsk niemieckich
rozpoczęła masowe prześladowania ludności żydowskiej. W 1941roku Niemcy na
Podzamczu utworzyli getto gdzie więzili ponad 34 tysięcy Żydów. Cześć z nich
zginęła w obozach zagłady, nielicznym udało się uciec i przetrwać ten trudny
wojenny czas. Uciekając szukali dla siebie nowego miejsca gdzie mogą spokojnie
żyć.
Chodząc dziś ulicami naszego miasta w wielu miejscach
są namacalne ślady pamięci tamtych czasów i ludzi.
Nie możemy o tym zapomnieć,
to część historii naszego miasta i nas samych.
,,Latarnia pamięci” jest hołdem pamięci dla Tych Wszystkich
dla których Lublin przed laty był Ojczyzną.
Latarnia Pamięci, Lublin ul. Podwale 15
piątek, 4 maja 2018
Podróż Dziewczyny Spukanej
Na ,,Dziewczynę Spłukaną” natknęłam się zupełnie przypadkiem na FB.
Było to po moim powrocie z Indii- wtedy gdy Karolina właśnie tam była.
Zachłannie ,,podglądałam” Indie jej oczami, widziałam te same
miejsca jednak w zupełnie innym ujęciu.
Przez ten czas bez komentowania byłam stałą uczestniczką jej
życiowej podróży…
Kiedy dowiedziałam się o książce która powstaje od razu wiedziałam,
że musze ją mieć!
Zamówiłam, kupiłam i zapomniałam…
Przyszła zupełnie nieoczekiwanie.
Zerknęłam tylko na początek, bo nie miałam czasu jej czytać i…
przeczytałam całą.
Takich emocji nie dostarczyła mi dawno żadna książka: płakałam
kiedy Karolina traciła ciążę, złościłam się kiedy było ciężko i źle, szłam z
nią przez Camino i ze łzami szczęścia patrzę jak rośnie jej Mila.
Nie chcę streszczać książki- po prostu polecam ją tym, którzy chcą spojrzeć
w głąb Siebie.
Mój Szlak Świętego Jakuba jest jeszcze przede mną.
Każdy z nas ma gdzieś swoje Camino, niekoniecznie musi być w
Hiszpanii, ważne by dążyć, aby je przejść głębią siebie.
Wieczorne rozmowy...
ON: Kupiłbym Ci Citroena C3 Picasso, ale on Ci się nie podoba...
ONA: Dlaczego mi się nie podoba?
ON: No właśnie nie wiem? To chyba Ty powinnaś wiedzieć...
W tym czasie ONA szukam w necie jak wygląda to auta...
ONA: Ale on mi się podoba, taki wyższy, oooo i jaki ładny kolor...
ON: To on Ci się podoba???
ONA: NO!!!
ON: ????dziwna jesteś myślałem, że Ci się nie podoba...
ONA: Ja taki właśnie chce!!! I ma panoramę dach!!!
ON: Nnnyyy no to jeszcze
się zastanowimy.
środa, 2 maja 2018
Serock Hotel Narvil Conference & Spa
Serock Hotel Narvil
Conference & Spa
Dwa dni konferencji: właściwie oprócz sal
konferencyjnych, pokoju hotelowego nic więcej nie widać. Zawsze zastanawia mnie
,,fenomen” wybierania hoteli na takie konferencje… Bo za wyjątkiem sztywnego
harmonogramu zajęć nic więcej nie można zobaczyć, z niczego nie można
skorzystać.
Jednak wystarczy tylko wyjść kilka kroków za hotel i
jest cudnie!
Hotel położony nad brzegiem Narwi otoczony drzewami,
zdecydowanie w tym miejscu królują woda i las.
Wszystkich gorąco zachęcam, aby będąc w hotelu wygospodarowali
kilka chwil i przespacerowali się ścieżką prowadząca wśród drzew wprost nad
brzeg wody która zachwyca swoją świeżością.
wtorek, 27 lutego 2018
Co z tą wiosną?
Chęć wiosny czuje wszystkimi częściami ciała. Zrzucenie
czapek, szalików, kurtek na rzecz lekkich butów i narzuconych niedbale przed
wyjściem bluz to jest to za czym ostatnio bardzo tęsknię. Nie wiem czy może to
przesilenie zimowe czy coś innego, ale wszędzie bacznie szukam pierwszych znaków
wiosny.
Znęcona pięknymi pąkami żonkili pomyślałam, że może one wniosą powiew i
świeżość. I nie rozczarowałam się- w domu dały namiastkę zmiany pory roku, ale
po nocy za oknem przynosiły kolejne opady śniegu, mróz i brak chęci
wystawienia nosa za drzwi.
Patrzę na nie i tak sobie myślę: wiosno, wiosno
chodź tu do nas bo zima zdecydowanie za bardzo się szarogęsi. Odziana w gruby
szalik, czapkę i buty mimo mrozu poszłam szukać tego za czym tak bardzo
tęsknię…
I mamy -15 :(
niedziela, 25 lutego 2018
Sen o dolinie
Codziennie biegniemy, mijamy wiele miejsc, nie zwracamy uwali na to co nas otacza.
Blok w Świdniku mijałam kilkanaście razy z życiu. Pędziłam obok z telefonem przy uchu, z kapturem na głowie bo akurat wiało, albo z głową pełną myśli niepoukładanych.
Dziś słońce błysnęło, dziś oko moje zerknęło troszkę wyżej i jest nietypowa tablica, a możne właśnie typowa by upamiętnić jego: Andrzeja Ziółkowskiego -gitarzystę Budki Suflera.
Z Budka Suflera nagrał 1975 roku Cień wielkiej góry.
Był wspaniałym gitarzystą nierozerwalnie związanym z początkami istnienia zespołu.
Wróciłam do domu i włączyłam ,,Sen o dolinie"- to cząstka pana Andrzeja. Choć już nigdy nie zagra na gitarze, zawsze słysząc ten utwór będę o nim myślała.
Podnieś czasem głowę, ,,na codziennych rzeczy las", zerknij na to co jest wokół nas, a ręczę, że otacza nas mnóstwo dolin obok których mija czas...
piątek, 23 lutego 2018
Piąteczek...
Żeby dotrwać do 12 musimy przetrwać poranek.
Wstałam pełna energii, że już tyko kilka godzin i weekend:)
Śniadanie zjedzone, bo jak wszyscy wiemy: po pierwsze to najważniejszy posiłek w ciągu dnia, po drugie Polak głodny - Polak zły!
Z wielkim zapałem zgarnęłam laptopa, telefon, torbę, torebkę i z rozwiana grzywą popędziłam do auta.
Mój niezawodny Nissan...
...aućććć...
Szybki rachunek sumienie:
Czy ja tak wczoraj przyjechałam?
Czy ja mam koło zapasowe? Czy tylko zestaw naprawczy?
Gdzie jest właściwie najbliższa wulkanizacja?
I dlaczego Gelo zawsze wyjeżdża w Polskę jak coś się dzieje?
Podsumowanie za i przeciw i na ratunek pędzi Tomasz- dziecko od zadań specjalnych, mój domowy assistance.
Pod czujnym okiem matki zaczyna ogarniać poranny problem, oczywiście matka w tej sytuacji jest zwarta i gotować pomagać ile tylko się da...
Synu, a mamy koło zapasowe?
A gdzie są jakieś klucze?
Dasz radę sam?
Co ci pomóc?
Jakbyś miał porządek w kluczach to od razu znalazłbyś 19
I w tej chwili Tomasz już nie dał rady:
Mamo bierz Peugeota i jedz, przecież bardzo się spieszyłaś... a ja tu ogarnę to koło.
I tak oto mamy weekend:)
niedziela, 7 stycznia 2018
Trzech Króli
Dyskusje na temat Trzech Króli nasilają się co roku: kim byli? czy było ich trzech? jak trafili do stajenki?
Zgodnie z tym co mówi nam tradycja byli to trzej mędrcy, których wiodło do Jezusa Gwiazda.
Czy byli królami, czy naukowcami i czy było ich trzech, a może czterech, dziś nie ma specjalnego znaczenia.
Ważne, że na pamiątkę tego zdarzenia przywdzialiśmy korony. Kolędowanie rozpoczęło się na placu Zamkowym, następnie procesja orszakowa ruszyła ulicami miasta by wreszcie zwieńczyć dzieło pod lubelską Katedrą.
Dziś nie ważne czy jesteśmy młodzi czy starzy, jakie mamy wykształcenie, jaka jest bliska naszemu sercu opcja polityczna. Ważne, że potrafimy zamanifestować nasz szacunek do tego co było kiedyś nie bacząc na to czy nazywamy to tradycją czy naszą religią.
wtorek, 2 stycznia 2018
Whisky- West Highland White Terrier
Nigdy nie zdawałam sobie sprawy w jaki sposób pies może zmienić nasze życie- może, stwierdzone naukowo i namacalnie na naszej Rodzinie.
Sobota 25.11.2017 dołączył do nas nowy członek rodziny, a właściwie dołączyła.
Szanowni Państwo przedstawiam Wam Whiski- west który ruszył nas z kanapy i ocieplił relacje rodzinne...
Decyzja o tym, żeby była nasza, a my jej była świadoma i bardzo mocno przemyślana i właśnie dlatego, że była świadoma mamy ją dopiero teraz.
Kiedy dzieci są dorosłe, kiedy my jesteśmy dojrzali do tego, żeby wziąć odpowiedzialność za ,,psice"
Każdy dzień przynosi nam coś nowego, każdego dnia uczymy się wzajemnie siebie i każdy dzień przynosi nam próbę charakteru, bo Westy to bardzo charakterne i uparte stworzenia:)
I nawet poranny spacer kiedyś trudny do wyobrażenia, dziś jest już czymś naturalnym.
Posiadanie PSA to troszkę tak jak z dzieckiem:
pierwsza zupa, pierwszy spacer, pierwsze załatwianie na dworze...
Przy okazji nigdy nie zdawałam sobie sprawy jak wielu ludzi ma psy, dziś na każdym kroku widzę spacerujące czworonogi ze swoimi ludźmi.
Stanowczo TAK, to była doskonała decyzja!
My mamy Ją, a ona ma nas.
Sobota 25.11.2017 dołączył do nas nowy członek rodziny, a właściwie dołączyła.
Szanowni Państwo przedstawiam Wam Whiski- west który ruszył nas z kanapy i ocieplił relacje rodzinne...
Decyzja o tym, żeby była nasza, a my jej była świadoma i bardzo mocno przemyślana i właśnie dlatego, że była świadoma mamy ją dopiero teraz.
Kiedy dzieci są dorosłe, kiedy my jesteśmy dojrzali do tego, żeby wziąć odpowiedzialność za ,,psice"
Każdy dzień przynosi nam coś nowego, każdego dnia uczymy się wzajemnie siebie i każdy dzień przynosi nam próbę charakteru, bo Westy to bardzo charakterne i uparte stworzenia:)
I nawet poranny spacer kiedyś trudny do wyobrażenia, dziś jest już czymś naturalnym.
Posiadanie PSA to troszkę tak jak z dzieckiem:
pierwsza zupa, pierwszy spacer, pierwsze załatwianie na dworze...
Przy okazji nigdy nie zdawałam sobie sprawy jak wielu ludzi ma psy, dziś na każdym kroku widzę spacerujące czworonogi ze swoimi ludźmi.
Stanowczo TAK, to była doskonała decyzja!
My mamy Ją, a ona ma nas.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




























